niedziela, 19 marca 2017

INGLOT FLEXI PALETTE - recenzja

Kolejny raz witam Was po dłuższej przerwie, ale obiecuję że w maju się to zmieni! W międzyczasie gdy mnie nie było udało mi się zdobyć certyfikat z makijażu wieczorowego, z czego jestem bardzo dumna! Gdy tylko "papierek" przyjdzie mi pocztą, zaraz się Wam pochwalę i napiszę więcej o całym kursie :) 
Dziś jednak przygotowałam dla Was post dotyczący magnetycznej palety na cienie z INGLOTA.
Udało mi się również kolejny raz trafić na promocję na cienie KOBO, tym razem jednak znalazłam o wiele więcej kolorków które chciałam mieć w swojej kolekcji :) Pokażę Wam więc paletę wraz ze wszystkimi cieniami:



Tych cieni nie muszę już przedstawiać, bo pisałam o nich niejednokrotnie :)
  Przejdźmy więc do recenzji palety! 
Przede wszystkim idealną paletą jest ta, którą możemy same skomponować! Same zadecydujemy, czy cienie będą matowe, satynowe a może perłowe. Kolory również dobieramy według własnych upodobań, nie ogranicza nas również firma - co równa się z wielkością i kształtem cienia. Ale czy to wszystko co musi mieć idealna paleta? 



Nie do końca!  Liczy się również to czy paleta jest mocna, trwała no i co najważniejsze - czy jest w stanie dobrze ochronić nasze kochane perełki. Do tego fajnie gdy ma wygodne otwarcie :) 
Tak więc, czy paleta INGLOT FLEXI PALETTE jest tym ideałem? No cóż, jest bardzo blisko! 
Jest lekka, ma solidne zamknięcie i na prawdę świetny wygląd. Do tego jest dostępna w dwóch wersjach kolorystycznych - białym i czarnym. Ja zdecydowałam się na kolor czarny, ponieważ bałam się że na białym będzie o wiele bardziej widać wszelkie zabrudzenia. 




Zdecydowanie największym plusem palety jest to, że nie ma przegródek. W żaden sposób nie jesteśmy ograniczone! Wiele firm oferuje wkłady do właśnie takich palet magnetycznych: sam Inglot, Mac, Kobo czy Make Up Geek.  Jedyne co jest w stanie nas ograniczyć to .... kończące się miejsce ;) 



Makijaż na dziś: 



 
Kochane! Zapraszam was również na mojego instagrama, tam jestem troszkę bardziej aktywna!  
 
Zaraz lecę nadrabiać zaległości w Waszych blogach! Życzę Wam wspaniałej niedzieli :)  





środa, 8 marca 2017

Double eyeliner - eyesmakeup tutorial

Witam Was serdecznie! Troszkę mnie tu nie było, niestety jest to związane z tym, że jestem tegoroczną maturzystką i nauka jest w tym momencie moim najbliższym "kompanem". Dziś również jest dzień kobiet, więc życzę nam, kobietom, wiele wiele uśmiechu oraz cierpliwości do tych naszych mężczyzn :) 
Z racji tego że za oknem widać już oznaki wiosny, od razu zrobiła mi się ochota na makijaż pełen koloru! U mnie kolejny raz zawitały fiolety i róże - nie było to planowane! Następnym razem pójdę w inne kolorki, obiecuję! :) 


Poniżej pokażę Wam jak szybciutko wykonać taki makijaż :)

1. Baza pod cienie, ja używam tej z inglota ( pytało mnie już kilka osób)
2. Biały, bądź kremowy cień na całą powiekę.
3. Bordowy cień na zewnętrzną stronę powieki
4. Nałożony cień blendujemy puchatym pędzelkiem


5. Na środek nakładamy cień troszkę jaśniejszy od poprzedniego.
6. Blendujemy granicę między jednym a drugim cieniem
7. Wewnętrzny kącik malujemy najjaśniejszym cieniem - u mnie to lawendowy
8. Ponownie blendujemy granicę między cieniami.


9. W tym momencie możemy namalować sobie kreskę, jednak nie jest to konieczne :)
10. Dodałam również kolejną kreskę - jest ona srebrna 
11. Malujemy/Naklejamy rzęski
12. Zaznaczamy dolną powiekę cieniami w tej samej kolejności jak na górze i blendujemy :)


Jeśli macie jakiekolwiek pytania, to możecie zadawać je w komentarzach :) 

Udanego dnia Wam życzę! :)




niedziela, 26 lutego 2017

KIlka nowości + szaro-błękitne oko

Cześć! Przygotowałam dziś dla Was post z kilkoma nowościami kosmetycznymi z kolorówki, które sprawdziły mi się najlepiej w tym miesiącu :) Zapewne większość z Was będzie kojarzyło te kilka produktów, nie mniej zapraszam dalej.  

 
Pierwszy produkt, który skradł moje serce to podkład rozświetlający marki Inglot.

Buteleczka jest prosta i elegancka - czarna zakrętka oraz aplikator w postaci pompki. Dzięki niej wydobywanie podkładu jest higieniczne i łatwe. Sama konsystencja podkładu jest rzadka, co bardzo mi się podoba. Nie nałożymy go jednak pędzlem. Głównym jego zadaniem jest rozświetlenie i nawilżenie cery, co robi doskonale. Po nałożeniu skóra jest jak aksamit. Staje się promienna. Właścicielki twarzy z niedoskonałościami nie znajdą niestety w nim kompana. Krycie jest średnie. Dla mnie jest to plus, ponieważ lubię lekkie podkłady, które wyrównają koloryt na twarzy, jednak jeśli ktoś szuka mocnego krycia to nie polecam. Nie można tu mówić o całodniowym matowieniu, jednak jest to jeden z moich ulubieńców :) 


Drugi produkt, to zapewne wielu z Was znany korektor Catrice Camouflage. Jak dla mnie jest to hit, żałuję że tak późno udało mi się go zdobyć. Przede wszystkim, bardzo podoba mi się jego zapach. Jest na prawdę przyjemny. Od korektora oczekuję dobrego krycia oraz trwałości, a ten sprawdził się w 100%. Jest wygodny w użyciu, ma aplikator w postaci gąbeczki. Ma mocny pigment oraz zasycha na mat. Jak dla mnie jest idealny. 


Ostatnimi produktami są kolejne cenie KOBO w mojej kolekcji. Ponownie udało mi się je dorwać na promocji. Jeśli chcecie więcej o nich poczytać to odsyłam was tu, czyli mojego wcześniejszego posta na ich temat. Pigment jak zwykle boski :) 


To już wszystko, z moich nowości w ostatnim czasie. 
Pokażę Wam jeszcze makijaż wykonany tymi cieniami :) 


Znacie któryś z tych produktów? Jakie są wasze wrażenia? :)


piątek, 17 lutego 2017

Duraline INGLOT recenzja i zastasownie

Cześć! Każda z nas, która maluje się na co dzień cieniami do oczu, zna problem ich ścierania bądź mało intensywnego koloru. Otóż moje drogie, jest na to rada! Płyn Duraline marki Inglot. Założę się, większość z Was miałam z nim styczność, jednak dla tych które jeszcze się z nim nie spotkały, przygotowałam ten post :) 


Ta mała buteleczka ( 9ml) wbrew pozorom starcza na bardzo długo, ponieważ wystarczy jedna kropla do uzyskania efektu. Poniżej podam Wam kilka propozycji zastosowania :)



Duraline to lekko "tłustawy" płyn, zamknięty w buteleczce z aplikatorem w formie pipetki. Mamy 9 miesięcy od otwarcia żeby go wykorzystać, zobaczymy czy dam radę! :) 


Dobra, a teraz przechodzimy do najlepszej części - W czym tak na prawdę może pomóc nam ten płyn? 

ZASTOSOWANIE:
1. Ratunek dla zaschniętego tuszu - jedna kropla sprawi, że nasz tusz zdobędzie nowe życie!
2. Nakładanie na mokro pigmentów - ich aplikacja stanie się dla nas łatwiejsza, do tego będą dłużej utrzymywać się na powiece.
3. Każdy cień zamieni w ... EYELINER. Na końcu pokażę Wam makijaż właśnie z tą opcją.
4. Może służyć jako baza pod cienie (nie dla osób z tłustymi powiekami) oraz baza pod podkład, ale tylko dla osób z cerą suchą. 
5. Nakładanie brokatów - utrzymują się na powiece bardzo długo (sprawdzone!) nie obsypują się - po prostu magia :)
6. Zaschnięty eyeliner - jedna kropla i nadaje się do ponownego użytku.
7. Utrwalenie makijażu ust - nakładamy na usta i czekamy aż wyschnie, pomadka utrzyma się zdecydowanie dłużej.
8. Makijaż brwi - duraline zmieszany z cieniem da wodoodporny produkt do makijażu brwi 





Znacie Duraline? Może macie jakieś swoje inne sposoby na jego wykorzystanie? :)

sobota, 11 lutego 2017

Walenynkowy makijaż II

Cześć! Dziś chciałam Wam pokazać kolejną propozycję walentynkowego makijażu. Tym razem jednak bez tutorialu :) Jeśli ktoś byłby zainteresowany jak taki makijaż wykonać, proszę dać znać! Jest to typowy makijaż oka w różach oraz z dodatkiem "świecidełka" w wewnętrznej stronie powieki. Jak dla mnie nada się dla każdego, nie bójcie się kolorów :) Kiedyś moja paleta barw w makijażu oka zamykała się w odcieniach brązów. Aktualnie jednak bardzo lubię mocniejsze i intensywniejsze barwy, pięknie potrafią podkreślić nasze oko i nie tylko :) 


Moim zdaniem róże i fiolety świetnie pasują do brązowookich kobietek :) 



Tu macie pokrótce przedstawioną metamorfozę oka. Na moim przykładzie widać, jak w nietrudny sposób możemy nadać naszemu spojrzeniu nutki kobiecości i zalotności :)


Proszę o propozycję makijażów bądź tutoriali, które chcielibyście ujrzeć w najbliższym czasie na blogu! :) 
Jak spędzacie walentynki? :) 


poniedziałek, 6 lutego 2017

Walentynkowy makijaż - cut crease line

Za niedługo nadejdzie święto zakochanych czyli WALENTYNKI. Niektórzy uwielbiają, inni wręcz przeciwnie. Zainspirowana całą tą aurą miłości, serduszek i różu, postanowiłam stworzyć makijaż który będzie idealny na tę okazję. Myślę, że jest dość prosty i spokojnie dacie radę go wykonać. Wygląda on tak:



Poniżej macie poszczególne kroki: 

KROK 1: Nakładamy bazę pod cienie
 KROK 2: biały bądź beżowy cień nakładamy na całą powiekę ruchomą oraz pod łuk brwiowy
KROK 3: naklejamy taśmę, tak aby była przedłużeniem miejsca odcięcia powieki ruchomej od reszty
KROK 4: nakładamy ciemno-różowy cień wzdłuż linii oraz taśmy. Robimy to małym pędzelkiem, żeby linia nie wyszła zbyt gruba. Staramy się jak najmniej "wchodzić" na ruchomą powiekę.


KROK 5: Blendujemy kreskę ku górze
KROK 6: powtarzamy krok 4 :) 
KROK 7: ponownie blendujemy, możemy odkleić delikatnie taśmę 
 KROK 8: na powiekę ruchomą ruchomą nakładamy korektor, którym wyrównujemy granicę pomiędzy powieką ruchomą a nieruchomą.


KROK 9: na powiekę ruchomą nakładamy biały cień, wyciągamy ku zewnętrznemu kącikowi tworząc pod spodem drugą "jaskółkę"
KROK 10: kreska eyelinerem, wedle uznania oczywiście :) 
KROK 11: tuszujemy / naklejamy rzęski


KROK 12: delikatnie, różowym cieniem zaznaczamy dolną powiekę i blendujemy
KROK 13: na wewnętrzną stronę dolnej powieki nałożyłam perłowy pigment, który połyskuje na różowo. Ten krok jednak zależy już od was.


Liczę, że się Wam spodoba! :) 


wtorek, 31 stycznia 2017

Pojedyncze cienie KOBO

Hej! Na wstępie chcę Wam podziękować bo w 3 tygodnie nazbierało się prawie 100 obserwatorów! Jestem w szoku, że w tak szybkim tempie udało mi się Was tylu przyciągnąć :) Jest to dla mnie świetna przygoda, cieszę się że mi towarzyszycie. No ale przechodząc do dzisiejszego tematu posta - chcę Wam pokazać cienie, pigment z Kobo oraz cień sypki mysecret, które wczoraj udało mi się wyłapać na promocji.

Cienie możecie kupić w drogerii Natura za 9,99 (szt.), ale w promocji dorwiecie je za 6-7 zł, a niektóre nawet za 4! Na półce powinny znaleźć się 33 wersje kolorystyczne, tęcza barw od białego po czarny. Dzięki temu, możemy stworzyć swoją własną paletę z wymarzonych cieni. Są również dostępne "kasetki" na cienie (bodajże na 4 sztuki), jednak ja poluję na paletę magnetyczną z Inglota :) Oczywiście cienie KOBO nie są dla mnie czymś nowym, posiadam jeszcze paletę cieni matowych (beż, jasny brąz, ciemny brąz, grafitowy i czarny) dlatego też bardzo chciałam zdobyć inne kolorki.

Tak prezentują się cienie. Niestety udało mi się znaleźć tylko te kolorki z mojej listy, bo reszta została już wykupiona :(



Numerki cieni (w kolejności od białego):
101 - coconut
112 - violet
 205 - golden rose
142 - russet
114 - aubergine


Jestem zachwycona ich pigmentacją, szczególnie cień 101 (biały) jest dużym zaskoczeniem. Wystarczy jedna warstwa a otrzymujemy piękny intensywny kolor. Reszta cieni oczywiście wcale nie odbiega od białego! Są boskie :)
 Myślę, że wszelkie wątpliwości rozwieją swatche.




Wśród ostatniej trójki jest mój zdecydowany faworyt. Mowa tutaj o 205 Golden Rose (środek). To przygaszony róż opalizujący na złoto. To najtańszy i chyba najlepszy na naszym rynku odpowiednik cienia MAC Expensive Pink. Jako ciekawostkę dodam, że świetnie sprawuje się na ustach, delikatnie wklepany w pomadkę. 
Cień jest z serii metalicznej, ma zupełnie inną konsystencję niż maty, mokry, ale da się nakładać go pędzlami - w razie problemów warto sięgnąć po pacynkę.


Zdecydowanie mogę polecić każdemu, cena jak za taką jakość jest na prawdę niska!

A teraz pigment i sypki cień:

KOBO (9,99 zł )

mysecret (na promocji 7,99 zł)

Oba mnie niesamowicie zachwyciły. Jak na srokę przystało, lubię wszystko co się błyszczy i mieni :D 
Są mocno napigmentowane, dają boski połysk. Oczywiście po nałożeniu, wszystko mam z brokatu ale zdecydowanie warto. Myślę, że kiedyś pokażę je Wam w makijażu :) 


 Przyznam, że na zdjęciu ciężko je pokazać, ale musicie uwierzyć mi na słowo :)



Dziś mogę pokazać Wam tylko makijaż "na szybko".

Macie jakieś cienie  KOBO? Co o nich myślicie?